Należę w ogólnym tego słowa znaczeniu do kulturalnych kotów, tylko kiedy coś dynda mi nad nosem to aż nie do pomyślenia bym to sobie od tak zostawiła w spokoju... przecież to wkurza kiedy oglądasz ważny program koedukacyjny w TV, a tu coś zaczyna ci fruwać... tak jak te przeklęte muchy, wiosna się zaczęła, to te cholery aż pchają się do mojego domu wrrrr....
Oczywiście, to pieruństwo, musiało uczepiło się mojego pazurka... nawet nie wiecie ile zapłaciłam za pedicure i manicure... gdyby tak moja pańcia się dowiedziała ile z jej karty znikło zapewne by mnie tak nie irytowała tym sznurkiem!!!!!
A gdy w końcu udało mi się schować przed wszystkimi i wszystkim, jakaś cholera z aparatem musiała mnie znaleźć, a jak by mogła inaczej, Kot sobie smacznie śpi, a co tam zrobimy jej fotkę... Hej!!!! kolego ja wolę sweet foteczki, dobrze, że nie przyszło mi do głowy ziewać bo była by wtopa, całe moje uzębienie było by na pokaz... a co na to mój nowy poznany kawaler, jeszcze by się przestraszył...
poniedziałek, 23 maja 2011
czwartek, 28 kwietnia 2011
Sesja fotograficzna
Ogólnie to moja próba z aparatem ale wyszłam nawet cudownie widzicie jaki mam piękny idealny nos, mój kochany nosek...
środa, 20 kwietnia 2011
Moje przyjaciółki
Tu akurat nie miałam wyjścia, by móc zrobić zdjęcie musiałam wyjść z kadru ech co za pech... właśnie moje partnerki do zabawy czaiły się na świeże mięsko, ich motto 'im wyżej tym lepsze widok na to kto, co niesie w koszyku...'. Najlepszym łowcą najczęściej jestem ja, no bo kto by inny prawda? Lecz tuż zaraz za mną jest Kiki. Franka traktuje łowiectwo bardziej rekreacyjnie tzn. 'jeśli nie podejdzie pod łapki znaczy, że nie mam czym się interesować'
czwartek, 10 marca 2011
Czy tak trudno mnie zrozumieć
Wiecie co?? Przekleństwem jest mówić tylko 'miał'. do jasnej ciasnej Dżanelki.
Zacznę od początku. Moja 'Pańcia' przychodzi siada na kanapę i myśli, że świeci no!!! Co za paranoja ja tu biedna umieram z głodu a ona sobie siedzi i czyta jakieś pierdoły w gazecie, oszaleć można i to bez jaj, naprawdę. Stoję i miauczę a ta nic, siedzi cholera jedna i się nie ruszy, a jak ją ugryzę to jeszcze ma pretensje!!! Co za kobieta z niej. Ja się poważnie zastanawiam czy ona ogólnie myśli bo to jakaś paranoja, nie uważacie?! Potem jak gdyby nigdy nic daje mi tej karmy nawet łaskawie mi jej nie podgrzeje tylko szast prast prosto z lodówki i ja mam to zjeść, chyba sobie jaja ze mnie robi i ma pretensje, że czemu ja nie jem grrrr!!! Jakie ja mam na nią nerwy... Co za baba z niej to jest po prostu jakaś patologia. Ech a potem chce żebym przyszła i się łasiła do niej bo według niej powinnam być szczęśliwa bo mi dała coś zjeść.
Kobieto idź po rozum do głowy i zacznij zachowywać się jak normalny właściciel!!!
Nie powiem, nie jest zła, jest dobra ale te czasem jej zagrania wrrr. Może owszem nie mam o co robić awantury bo miseczkę z suchą karmą mam zawsze pełną, świeżą czystą wodę też, ale ja też chcę dostać coś extra dobrego a te paszteciki to normalnie pazurki lizać, są boskie i rewelacyjne mówię wam to niebo w gębie hihihihi.
Kiedy jestem najedzona smakołykami to jetem przykładnym zwierzątkiem domowym, przychodzę łaszę się, nic nie niszczę, nie gryzę, ani nie drapię, przecież to wiele nie kosztuje podnieść swoje łaskawe cztery litery i nałożyć mi trochę karmy do miski. Przynajmniej spali trochę tłuszczu, a nie powiem moja 'Pancia' do chudych nie należy, do grubych też nie, ale jednak trochę tu i tam posiada dodatkowego ciała.
Ech nie lubię się złościć, bo jak stare dobre porzekadło mówi 'Złość piękności szkodzi' a ja muszę dbać o swój wygląd mam przecież tylko znajomych i adoratorów, sama czasem zapominam jak mają na imię, ale to nie ważne, lubię być adorowana i obdarowywana przez nich.
Ostatnio dostałam taką śliczną obróżkę mrrr z dzwoneczkiem mówię wam jest śliczna, srebrna ze świecidełkami aż się oko cieszy. To się nazywa życie. Ech no nic zmykam bo 'Pancia' z kibelka wraca będzie niezła kaszana jak mnie przyłapie na pisaniu.
Pa piękni, do usłyszenia.
Zacznę od początku. Moja 'Pańcia' przychodzi siada na kanapę i myśli, że świeci no!!! Co za paranoja ja tu biedna umieram z głodu a ona sobie siedzi i czyta jakieś pierdoły w gazecie, oszaleć można i to bez jaj, naprawdę. Stoję i miauczę a ta nic, siedzi cholera jedna i się nie ruszy, a jak ją ugryzę to jeszcze ma pretensje!!! Co za kobieta z niej. Ja się poważnie zastanawiam czy ona ogólnie myśli bo to jakaś paranoja, nie uważacie?! Potem jak gdyby nigdy nic daje mi tej karmy nawet łaskawie mi jej nie podgrzeje tylko szast prast prosto z lodówki i ja mam to zjeść, chyba sobie jaja ze mnie robi i ma pretensje, że czemu ja nie jem grrrr!!! Jakie ja mam na nią nerwy... Co za baba z niej to jest po prostu jakaś patologia. Ech a potem chce żebym przyszła i się łasiła do niej bo według niej powinnam być szczęśliwa bo mi dała coś zjeść.
Kobieto idź po rozum do głowy i zacznij zachowywać się jak normalny właściciel!!!
Nie powiem, nie jest zła, jest dobra ale te czasem jej zagrania wrrr. Może owszem nie mam o co robić awantury bo miseczkę z suchą karmą mam zawsze pełną, świeżą czystą wodę też, ale ja też chcę dostać coś extra dobrego a te paszteciki to normalnie pazurki lizać, są boskie i rewelacyjne mówię wam to niebo w gębie hihihihi.
Kiedy jestem najedzona smakołykami to jetem przykładnym zwierzątkiem domowym, przychodzę łaszę się, nic nie niszczę, nie gryzę, ani nie drapię, przecież to wiele nie kosztuje podnieść swoje łaskawe cztery litery i nałożyć mi trochę karmy do miski. Przynajmniej spali trochę tłuszczu, a nie powiem moja 'Pancia' do chudych nie należy, do grubych też nie, ale jednak trochę tu i tam posiada dodatkowego ciała.
Ech nie lubię się złościć, bo jak stare dobre porzekadło mówi 'Złość piękności szkodzi' a ja muszę dbać o swój wygląd mam przecież tylko znajomych i adoratorów, sama czasem zapominam jak mają na imię, ale to nie ważne, lubię być adorowana i obdarowywana przez nich.
Ostatnio dostałam taką śliczną obróżkę mrrr z dzwoneczkiem mówię wam jest śliczna, srebrna ze świecidełkami aż się oko cieszy. To się nazywa życie. Ech no nic zmykam bo 'Pancia' z kibelka wraca będzie niezła kaszana jak mnie przyłapie na pisaniu.
Pa piękni, do usłyszenia.
sobota, 19 lutego 2011
Piękny dzień
Miau... Witam moich fanów. Tak wiem jestem wcieleniem piękna, gracji i wyrachowania... Ale akurat o tym nie mam zamiaru dzisiaj pisać, opowiem wam jaką miałam dzisiaj przygodę.
Moja a jak że bardzo rozgarnięta 'pańcia' zostawiła mnie na balkonie, na początku panika co ja biedna pocznę sama aaa ratujcie mnie... Sama sobie się dziwię, że nie wpadłam od razu na ten genialny pomysł.
Powoli bo z chodzę z tematu. To w moim przypadku nie do pomyślenia.
Zaczęłam się uspokajać i stwierdziłam, co mi tam, robimy małą wycieczkę po balkonach. Ze spokojem i wyrafinowaniem ruszyłam ku przygodzie. Weszłam właśnie na jeden z sąsiadujących balkonów i poczułam jego zapach och... do teraz czuję smak jego perfum na języku, mówię wam istny raj dla kota 'kocimiętko' tak to jego ulubione perfumy, Mruczek to o Tobie piszę, przystojniaczku mrauuu...(Tylko cicho sza bo jak się moja 'pańcia' dowie, że tak naprawdę siedziałam sobie w ciepełku to mi nie będzie już tych pysznych mysich pasztecików dorzucać do miski). Więc zaprosił mnie do środka pyszna herbatka, przekąski z myszek w czekoladzie mrrrrr... mówię wam siódme niebo.
Oczywiście moja wysoka kultura osobista nie mogłaby mi pozwolić siedzieć tam cały dzień, bo co by ze mnie była za dama. Tak więc po udanym przedpołudniowym spotkaniem udałam się na balkon, ufff jaka była ulga, gdy będąc już na balkonie 'pańcia' zaczęła mnie szukać. Więc odegrałam swoją cudowną scenę zimnego, opuszczonego, smutnego kotka i weszłam pełna szczęścia do domu. Moja kochana 'pańcia' dała mi paszteciki z myszki i otuliła ciepłym, miękkim kocykiem o tak, tak mnie miziaj mrrrr...
Po chwili czułości które otrzymałam, i na które zezwoliłam udałam się na przed obiadową drzemkę.
Potem syty obiadek, do tego jakieś smakołyki (nie ukradłam nic ze stołu, samo spadło :] no może delikatnie pomogłam, kradzione idzie w cycki, mmmm chyba... trzymam się tej wersji :] ).
I tak o to gdy moja pańcia po całym dniu uczenia się (hahahaha nie ma to jak być już magistrem :], ależ skąd ja się nie chwalę! wypraszam sobie, Franka nie patrz mi na łapki!!!) właśnie smacznie śpi, a ja rządzę!
Tak o to minął mi dzisiejszy dzień...
Do usłyszenia kochani Fani... Miau...
poniedziałek, 7 lutego 2011
Dzień pełen wrażeń
Miau...!!! Mam fatalny humor, jestem taka zła. Czy wy też tak macie, że kiedy oddajecie się swojemu ukochanemu zajęciu to zawsze ktoś musi wam przeszkadzać? No a jak by mogło być inaczej w moim przypadku, ja oddaje się smacznej drzemce pomiędzy jednym a drugim ziewnięciem, a tu nagle nad moją szanowną głową pojawia się coś, co na ogół przypomina sznurek...wrrrrr... nic nie było by w tym złego gdyby nie fakt, że lubię takie sznureczki, włóczki i wszelkiego rodzaju ustrojstwa urozmaicające moje a jakże pełne interesujących i wartych zapamiętania wrażeń. I tak o to ludź w całej swojej człekokształtnej okazałości zaczął mnie denerwować i drażnić, co ja biedna mogłam innego zrobić jak nie atakować tego mrauuuu... ślicznego krótkiego kawałka sznureczka...mrrrr...jak on się cudownie kołysze w powietrzu...o tak tak tak...złapie...na pewno teraz mi się uda zdobędę swoją zdobycz....
No i tak moja cudna przedstawicielka rasy ludzkiej "pańcia" stwierdziła po chwili, że ma dość, a chciała bym nadmienić, że właśnie zaczęłam się oddawać ów zabawie, a ta perfidnie, po chamsku skończyła zabawę!!!! No jak mogła, najpierw denerwuje, a potem jak gdyby nigdy nic siada sobie na moim wygrzanym, ciepłym fotelu, to właśnie to zachowanie najbardziej mnie zdenerwowało. Bo po pierwsze jak można mnie budzić! Po drugie jakim prawem podstępnie za sprawą...mrau...ślicznego sznureczka zrzuca się mnie z fotela a potem bezceremonialnie siada się na nim...no nie wytrzymałam w ruch poszły moje, dobrze zadbane, ostre pazurki zostawiając na nodze (niby kto inny mógł by sobie na takie perfidne zachowanie pozwolić jak nie moja pańcia) "pańci" kilka ładnych ran... wredna jestem prawda? Hihihihi jestem cudowna odwróciłam się na łapce i poszłam w swoje ustronne miejsce by moje naładowane negatywnymi emocjami ciało mogło dojść do siebie. Gdy tylko emocje opadły, spojrzałam na zdjęcie mojego idola... Te jego rude puszyste futerko mrrrrr... Byłam w raju... za każdym razem poddaję się jego urokowi, ale nagle doznałam olśnienia, nie jestem przygotowana na wykłady...nie miałam wyjścia musiałam wstać i wziąć się do roboty.
I tak o to ktoś gdy ciężko pracowałam, z lenistwa i wszech obecnej nudy zrobił mi takie o to zdjęcia (brawo pańcia potrafisz obsługiwać aparat...wiiii masz z czego być dumna!).
Później odbyłam wieczorną kąpiel, bąbelki, szampan myszki...relaks, brak myślenia o, wiemy kogo mam na myśli.
Czysta, pachnąca udałam się do łóżka...oddając się swojej jednej z niewielu czynności, które zajmują mi najwięcej czasu... Jej czemu wszyscy myślą, że my koty nic nie robimy tylko śpimy. Zdradzę wam sekret my tylko udajemy, że śpimy tak naprawdę w tym czasie bardzo ciężko pracujemy a wiecie nad czym? Jak wam wmówić, że śpimy... Genialne, nieprawdaż?
wtorek, 1 lutego 2011
Coś o mnie...
Jeśli chodzi o tą teorię poniżej, myślę, że może kiedyś się pojawi. Tak myślę, oj...
Przepraszam, gdzie moje maniery... Nazywam się Fiona, tak tak jak ta zielona ogrzyca ze Shreka jedyne co mnie z nią łączy to imię nic więcej. Upraszam sobie nie kojarzyć mnie z tym czymś! Jestem rasowym kotem, wyrafinowanym, wywodzącą się z bardzo dobrej rodziny, owszem może czuć od emnie snobizm ale wypraszam sobie bardzo kilka razy dziennie się myję, jestem czystym i zadbanym członkiem rodziny do której hmmm zostałam przyjęta. Uwielbiam dbać o swój wizerunek. Dzieci nie posiadam i posiadać nie mam zamiaru chodź by dlatego, że ile przy tym roboty, wyobrażacie to sobie butelki, pieluchy, smoczki, kupki, wymiotyyy bleeee będę sobie łapki brudzić co to, to nie. Jestem jedna w swoim rodzaju, mam wysokie wykształcenie z filozofii kociej oraz skończyłam bardzo dobrą szkołę przez internet, tak przez internet moje państwo panicznie boi się jak sobie łapki myję a co dopiero jak mam zamiar na zaloty chodzić. A co do tego Mruczek z nad przeciwka słodki jesteś... No więc moje kontakty głównie ograniczają się do tych wirtualnych, wiecie jak ciężko jest takiej piękności jak ja przyglądać się tym przystojniaka tylko z okna, nie móc się pokazać w całej swojej okazałość. Mówię wam życie kota jest takie ciężkie i trudne, chodź nie powiem jest też przyjemne, jak mi dadzą jedzonko pod nosek, po brzuszku podrapią oczywiście w odpowiednio i w odpowiednim czasie, bo jak nie to moje śliczne zadbane pazurki zaczynają działać.
Wyglądam tak
Prawda że jestem piękna, w kolorze wyglądam piękniej ale cóż brakuje mi kciuka nie potrafiłam zmienić opcji w aparacie nie znanego producenta (jakiś shit uwierzcie mi na moje kocie słowo).
Myślę że na dzisiaj mojej prezentacji wystarcza... o tak zapomniała bym założyłam tego bloga bo moja pani by w życiu tego nie zrobiła...pozdrowienia dla mojej kochanej pańci (nic dziwnego że Maniek z balkonu obok nazywa mnie lizusem...co za porażka).
Przepraszam, gdzie moje maniery... Nazywam się Fiona, tak tak jak ta zielona ogrzyca ze Shreka jedyne co mnie z nią łączy to imię nic więcej. Upraszam sobie nie kojarzyć mnie z tym czymś! Jestem rasowym kotem, wyrafinowanym, wywodzącą się z bardzo dobrej rodziny, owszem może czuć od emnie snobizm ale wypraszam sobie bardzo kilka razy dziennie się myję, jestem czystym i zadbanym członkiem rodziny do której hmmm zostałam przyjęta. Uwielbiam dbać o swój wizerunek. Dzieci nie posiadam i posiadać nie mam zamiaru chodź by dlatego, że ile przy tym roboty, wyobrażacie to sobie butelki, pieluchy, smoczki, kupki, wymiotyyy bleeee będę sobie łapki brudzić co to, to nie. Jestem jedna w swoim rodzaju, mam wysokie wykształcenie z filozofii kociej oraz skończyłam bardzo dobrą szkołę przez internet, tak przez internet moje państwo panicznie boi się jak sobie łapki myję a co dopiero jak mam zamiar na zaloty chodzić. A co do tego Mruczek z nad przeciwka słodki jesteś... No więc moje kontakty głównie ograniczają się do tych wirtualnych, wiecie jak ciężko jest takiej piękności jak ja przyglądać się tym przystojniaka tylko z okna, nie móc się pokazać w całej swojej okazałość. Mówię wam życie kota jest takie ciężkie i trudne, chodź nie powiem jest też przyjemne, jak mi dadzą jedzonko pod nosek, po brzuszku podrapią oczywiście w odpowiednio i w odpowiednim czasie, bo jak nie to moje śliczne zadbane pazurki zaczynają działać.
Wyglądam tak
Prawda że jestem piękna, w kolorze wyglądam piękniej ale cóż brakuje mi kciuka nie potrafiłam zmienić opcji w aparacie nie znanego producenta (jakiś shit uwierzcie mi na moje kocie słowo).
Myślę że na dzisiaj mojej prezentacji wystarcza... o tak zapomniała bym założyłam tego bloga bo moja pani by w życiu tego nie zrobiła...pozdrowienia dla mojej kochanej pańci (nic dziwnego że Maniek z balkonu obok nazywa mnie lizusem...co za porażka).
Subskrybuj:
Posty (Atom)
